Kolejny wpis, tym razem nieporuszający zagadnień związanych z wykonawcami, płytami czy pojedynczymi utworami. Różnorodność, miejmy nadzieję, będzie drugim imieniem tego bloga, nie chcemy przecież popadać w skostniałe formuły i drętwe szufladki. Czasem, tak jak dziś, rozprawiać przyjdzie mi nie raz nad zjawiskami około-muzycznymi a takim zjawiskiem jawi się być Spotify – programu, którego wersję beta mam przyjemność od kilku dni testować.
Rewolucja – słowo w wielu kontekstach wyświechtane, jak ulał pasuje właśnie do Spotify – (niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę) pierwszego, w zamierzeniach ogólno dostępnego serwisu dającemu swoim użytkownikom dostęp do setek tysięcy, jeśli nie milionów, utworów, które odtworzyć możemy sobie, kiedy tylko nam się zachce. Wszystko to idealnie pogrupowane w albumy, spięte biblioteką informacji o nich z allmusic.com i funkcjonujące jak marzenie. LEGALNIE.
Teraz, rozsiądźcie się wygodnie i oczyma wyobraźni wystawcie sobie następująca rzecz. Do dyspozycji macie schludny, względnie ergonomiczny odtwarzacz muzyki, który dzięki połączeniu z Internetem i prostej wyszukiwarce wewnątrz, pozwala łatwo i szybko odnaleźć interesujący was kawałek, płytę czy wykonawcę. Wystarczy niewiele ponad 256kbitowe łącze by cieszyć się niezmąconą zjawiskiem buforowania dobrej jakości stremowaną jazdą. Żeby nie było kolorowo potrzeba też minimum 1 GB miejsca na dysku, bo tam też składowane będzie tymczasowo to co już wam się odtworzyło, daje to w zamian możliwość odtworzenia zachowanych już plików dosłownie w locie. Jestem skłonny o czary oskarżyć twórców Spotify widząc jak nawet pierwszy raz odsłuchiwane tracki w słychać w sekundę od kliknięcia play. Nie wspominam o tym, że tak jak typowy Winamp, pozwala na odtwarzanie dowolnego momentu utworu. W grę wchodzi jednak jakaś super-hiper kosmiczna technologia, w którą wnikać nie zamierzam, powiem tylko, że spisuje się znakomicie.
Jak w takim razie prezentuje się baza dostępnych plików? Do dyspozycji mamy wszystkich majorsów, z repertuarem także polskim, choć zapewne w pewnym stopniu niekompletnym. Mniejszych lecz znamienitych mniejszych labeli trochę brakuje, jednak i te znaleźć się w oficjalnej wersji mają. To w zasadzie jedyny powód dla którego mój Foobar ciągle ma się dobrze i nigdzie się nie wybiera. Jeśli tylko szwedzka załoga twórców Spotify zadba o rozwój społecznościowej strony ich serwisu last.fm będzie musiało mieć się na baczności.
A teraz przejdźmy do rzeczy mniej wesołych. Konto w serwisie założyć mogą osoby przebywające na stałe w obszarze Wielkiej Brytanii lub tez wszyscy odrobiną technologicznego sprytu. Poniżej znajdziecie opis tego jak uzyskać dostęp do Spotify. Sprawdźcie przedtem czy wasze sumienie pozwala wam pogodzić się z niejasnymi kwestiami prawnymi dotyczącymi korzystania z programu przez innych użytkowników niż Brytyjczycy i czy wasz dostawca internetowy nie ma nic przeciwko wam, używającym serwerów Proxy.
1. Na stronie http://www.proxy4free.com/page1.html znajdujemy sobie Proxy z UK który to umieszczamy w opcjach połączenia takiego np. Firefoxa. Dla wygody ściągamy sobie wtyczkę Switchproxy, dzięki której dodajemy bądź edytujemy adresy serwerów, w prosty i bezbolesny sposób można też Proxy włączyć bądź wyłączyć.
2. Udajemy się pod adres http://www.docoja.com/blue/ – mamy tutaj oparty na WWW serwer Proxy, który niejako dodatkowo wzmocnić może szanse na dostanie się na stronę spotify.com, której adres wpisujemy w pasek, mający po prawej przycisk GO. Wciskamy go dopiero wtedy gdy jesteśmy pewni, że za pomocą Switchproxy (prawy róg okna przeglądarki) uruchomiliśmy Proxy w Firefoxie.
3. Jeśli wszystko poszło gładko, wyskoczyć wam powinno okienko z prośbą o podanie INVITE CODE. Tutaj wszystko zależy od waszej kreatywności. Popytajcie tu i ówdzie, znajdzie się ktoś kto wolne będzie posiadał (sam osobiście rozdałem, dobrym samarytaninem będąc, wiec nie mam). Po wklejeniu kodu i jego zatwierdzeniu mogą pojawić się pierwsze zgrzyty. Koniecznym może się okazać dezaktywacja Switchproxy, aby przejść do następnego ekranu. Jeśli nie, pojawi się nam strona rejestracyjna, gdzie podajemy typowe w takich sytuacjach dane i ustalamy login oraz hasło logowania. Ważne by podać w miejscu kodu pocztowego dane faktyczne, np. SE17 2DJ. Tutaj nie powinno być problemu, choć w moim przypadku pomogło włączenie/wyłączenie Switchproxy. Nie pytajcie jak to działało, ważne że skutecznie.
4. Włala, konto założone, trzeba jeszcze tylko ściągnąć na dysk klienta Spotify, w razie problemów należy powtórzyć motyw ze Switchproxy.
5. Uruchamiamy program, logujemy się za pomocą danych z arkusza rejestracyjnego (dane te można zapisać na stałe, oszczędzając sobie konieczność wklepywania tego za każdym razem.) i łapiemy się za głowę, że tyyyyle tutaj tego. Enjoy!
Filed under: okołomuzycznie, albumy, kolekcje, muzyka, on-demand, opis, programy, technologie